środa, 15 stycznia 2014

I'm on a high way to hell.

Ziemianie!
i Marsjanie!
Wiem, że nie dodawałam nic naprawdę dawno. Mea culpa! Wszystko przez to, że O zgrozo! jestem w ostatnim kręgu piekielnym na ostatniej prostej do matury. Czasu nie mam w ogóle, a jak go mam to go nie mam... Nie wiem kiedy nadarzy się okazja do napisania czegokolwiek. Może jutro mnie jakiś pomysł rzuci na kolana, a może dopiero po maturze? Nie wiem. Na razie żyję w świecie fosforylacji, dekarboksylacji, pląsawicy Huntingtona, drosophila melanogaster, zmienności fluktuacyjnych, akumulatorów, ogniw, potęg, pierwiastków, Wołodyjowskich, szklanych domów, listów, zaproszeń  i innych takich niepotrzebnych nikomu do szczęścia rzeczy. Rzeczy, które naprawdę zabijają u mnie jakiekolwiek twócze myślenie. Poprawka. Jakiekolwiek myślenie.
Chcę wam dać znać, że jestem, pamiętam i nie znikam. Proszę was jednak o wyrozumiałość.
Zaglądajcie od czasu do czasu bo ja sama nie znam dnia ani godziny wizyty pana Wena, który może powalić mnie na kolana. Na pewno dam znać na tt jeżeli pojawi się coś nowego.


xx

PS. Moriarty is back.
PPS. Serio. Nienawidze Moffata. Niszczy mi życie. (tak, musze się podzielić z wami ta frustracją :) )

Pozdrawiam.